| |
Zespół MORDY powstał w 1994 w Sopocie. Zespół wydał 5 płyt CD. W zespole występowali i nagrywali min.: Tomasz Bergmann, Tomasz Rogoś, Marcin Dymiter, Joanna Charchan, Wojciech Jachna i inni. Zagrali ponad 100 koncertów w kraju i za granicą (Dania, Niemcy, Francja). Występowali min.: na festiwalu Dobra Muzyka Polska w Macon, Francja, na Moo Festival w Paryżu, na Terra Polska Festival 2006 w Berlinie, na festiwalu Zdaerzenia 2006 w Lublinie, na The Best Off 2007 w Gdańsku. W roku 2000 supportowali the EX.
Styl zespołu to wypadkowa tak różnych wpływów jak: noise, muzyka elektroniczna, rock alternatywny, jazz, dub, lo-fi, improwizacja, afrobeat, funk, acid jazz, space kraut, blues, itp. Porównywano ich do min.: SBB, Captaina Beefhearta, Can, Pop Group, Henry Cow, Velvet Underground, grup skupionych wokół Constellation, nawet do Franka Zappy. inspiracje: the Minutemen, firehose, Savage Republic, Magma, Sonic Youth, Swans, Fela Kuti i muzyka afrykańska, Sun Ra i Don Cherry, japońska awangarda, no wave, acid i experimental house.
Współpracowali także z min.: Larry'm Okey Ugwu i Ikenga Drummers, Maciejem Cieślakiem, Mikołajem Trzaską, Buniem, Siergiejem Chlebalinem, Krzysztofem Topolskim aka Arszyn, Jackiem Staniszewskim, Patrycją Kujawską, Zofią Esden-Tempską, Tomaszem Szymborskim, Lesem Rodi, Bożeną Zezulą, Cezarym Joczynem, teatrem Dada von Bzdulow, Teatrem Okazjonalnym, teatrem Good Girl Killer.
Od jesieni 2006 nagrywają we własnym studiu im. Adama Juniewicza w Sopocie.
Aktualny skład:
Bartłomiej
Adamczak - perkusja;
Grzegorz
Welizarowicz - bas,
bas VI, gitara, wokal, sample
Maria Chmielarz - flety proste
Radek Rykaczewski - DJ, graphics
Jowan Czerkas - saksofon,
oraz gościnnie:
Tomasz Szymborski - bas
Tomasz "Lipi" Lipski - wokal
. 
Welizarowicz, Czerkas, Adamczak, Chmielarz, Szymborski, Lipski podczas Festiwalu Przeciwko Nietolerancji i Przemocy w Sopocie, Lysa Góra, 06.09.2008
rys. Radek Rykaczewski
WYBRANE RECENZJE:
"Zespoły
z Polski, które mi się najbardziej podobają to jest Ścianka, Kristen,
Something Like Elvis, Mordy - grupy, które nie grają muzyki podobnej do
naszej. Ale bardzo dobrą, szczerą i mającą czad". Wywiad
Łukasza Iwasińskiego z Robotemobibokiem na www.serpent.pl
Recenzja
koncertu w Cafe Mięsna w Poznaniu, 28.03.2006:
"Są
takie koncerty, że już po kwadransie trwania można przewidzieć, jak potoczą
się (oczywiście w kategoriach 'mniej-więcej') do końca. Takie, że z grubsza
wiadomo, co się stanie, po jakich poruszamy się obszarach i co muzycy
mają do zaprezentowania. Taki rodzaj koncertów rzadko bywa naprawdę satysfakcjonujący.
Zwłaszcza, jeśli za istotę występu na żywo przyjąć 'dzianie się' albo
inaczej - nieprzewidziany bieg wypadków. Jeśli koncert jest przewidywalny,
to możemy zachwycać się maestrią instrumentalistów, jakąś atmosferą albo
porównywać to, co słyszymy do wersji studyjnych. Czasem to wystarcza,
ale zwykle jednak nie. A na pewno nie mi. Dla mnie liczy się spontaniczność,
otwartość, co nie koniecznie oznacza szaleńczą hiper-aktywność, przekręcanie
rozmaitych gałek do oporu w każdą stronę, usilną chęć udziwnienia prostego
dźwięku. Wystarczy to magiczne 'coś'. Wczorajszy
występ Mord zdecydowanie sytuuje się na antypodach typu wzmiankowanego
przeze mnie na początku. Blisko dwugodzinny występ nie pozostawia wątpliwości,
co do klasy członków zespołu. A co za tym idzie do bandu jako całości.
Podkreślam to, gdyż wydaje mi się, że w tym leży przyczyna tego, że nieokreślone
'coś' materializuje się podczas koncertów grupy. Komunikacja między muzykami
jest tak dobra, że podejrzewam ich o telepatię. Jakby muzycy czerpali
siłę z siebie nawzajem, jakby zaczątki rytmów perkusisty pobudzały basistę
do wtrącenia swoich paru dźwięków, a to z kolei uruchamia gitarzystę do
wypuszczenia niebanalnej melodii. No i jest jeszcze trębacz, choć odniosłem
wrażenie, że nie może on znaleźć dla siebie miejsca. Trochę zabrakło mu
odwagi i przez większą część wieczoru raczył nas pojedynczymi frazami.
Dopiero w ostatnim kawałku i bisie zrobił użytek ze swego dęciaka (choć
wtedy ani nie rozwinął skrzydeł, ani nie pokazał pazura)
Swoista
reakcja łańcuchowa, jaką jest współgranie muzyków, nie ma bezpośredniego
przełożenia na muzykę. Mam na myśli to, że kompozycje nie są pokazami
fajerwerków, nieustannym żonglowaniem motywami. Rozwijają się powoli,
narastają, zwykle za podstawę mając połamane (ale stabilne) rytmy perkusji
i diabelsko głębokie linie basu. Korzystając w równej mierze z estetyki
rockowego noise'u (no, było parę powalających gitarowych ścian) jak i
dubu (tak, również kilka razy zakołysało, w bardzo zamglonej otoczce)
tworzą coś na przecięciu kilku różnych stylistyk, bez popadania w eklektyzm.
Ważną rzeczą w ich grze jest transowość, jeśli dodać komunikację prostymi
emocjami, otrzymamy muzykę angażującą bez reszty. Za jakieś punkty odniesienia
można by uznać na tych samych prawach Tortoise, jak i Mogwai.
Wczorajszego wieczoru natomiast kilka razy skojarzył mi się norweski zespół
Salvatore. Jednak jakiekolwiek rzucanie nazwami, wyliczanki nie na wiele
się zdadzą - Mordy grają co chcą. I robią to znakomicie. Podobnie,
jak muzykę zespołu umieszczałbym generalnie 'pomiędzy' tak też wydaje
mi się, że Mordy wyznaczają jakąś nową kategorię grania zespołowego. Grania
razem, bo nie ma tu lidera i nikt nie goni szaleńczo za możliwością popisu,
ale przy wyemancypowaniu się każdego z muzyków. Tak jakby zespół stanowił
płaszczyznę do osobistej wypowiedzi każdego członka. Przy czym ta płaszczyzna
jest wartością nadrzędną, a nie odskocznią.To
może zbędne dodawać, że każdy poszczególny styl, zagrywka, inwencja korespondują
z pozostałymi, ale mnie to tak dogłębnie poruszyło, że muszę o tym wspomnieć.
Każdy z mnóstwa pomysłów znalazł odpowiednie miejsce w dramaturgii przebiegu
zarówno całości występu, jak i każdej kompozycji z osobna. Czerpałem ogromną
radość siedząc naprzeciw muzyków i czekałem na to, co się jeszcze wydarzy.
Mimo tak długiego czasu trwania, muzyka ciągle mnie zaskakiwała, fascynujące
było, jak utwory nabierały drugiego i trzeciego (a nawet czwartego) oddechu
i skręcały w nieoczekiwanym kierunku. Dawno nie czułem się tak wciągnięty
(wręcz ogarnięty, pochłonięty) w przestrzeń dźwiękową, która wydawała
się bezkresna". Piotr
Tkacz (http://www.nowamuzyka.pl/artykul.php?id=87)
"Czwarty album trójmiejskich Mord prezentuje się
imponująco. Album trwa 73-minuty i nie zabrakło na nim kilkunastominutowych
lotów. Klimat luźnych, ale przecież zdyscyplinowanych, kolektywnych jamów
sprawia, iż wcale się one nie dłużą. Bazowe brzmienie rockowego tria uzupełnia
cała bateria instrumentów dętych i smyczków. Ten klimat grania przypomina
o całej tradycji kameralistyczno-jazz(post)rockowego agit pop - Henry
Cow z lat 70., czy współczesne formacje skupione wokół montrealskiego
Constellation. Mordy szybko jednak łapią konkretny, podrasowany elektroniką
funk-dubowo-afrobeatowy groove, a niekiedy hiphopową intonację. Wychodzi
im to znakomicie. Wtedy mają coś z ducha postpunkowych kolektywów lat
80., jak choćby Pop Group. Z tym, że mniej, niż kiedyś jest gitarowego
hałasu, a jeśli, to smaczki w duchu Velvet Underground i Sonic Youth.
Jeśli dodać do tego - wrzucane na zasadzie cytatów - sample z Sun Ra,
Coltrane'a, Hendrixa, w odniesieniach Mord odnajdujemy całą encyklopedię
żarliwego muzycznego undergroundu. Tak zresztą podpowiada enigmatyczny
tytuł, który należałoby chyba tłumaczyć jako "antropologię według
Mord". Innymi słowy, to ich mapa muzycznej wrażliwości, ożywiona
w kolektywnym graniu i przeciwstawiona "ideologii zysku", przed
którą ostrzegają w tekstach."
Rafał Księżyk (Aktivist 11.2004)
"Zagrali
muzykę, która z pewnością ma wyraźne odniesienia do historii rocka, ale
naśladownictwem na sto procent nie jest. Mordy zagrali instrumentalny
głównie repertuar, bardzo specyficznie brzmiący, mocno zakorzeniony w
pierwszej awangardzie rockowej - pokręcone pseudocountrowe akordy kojarzyły
się z Cpt. Beefheart, melodyjność przełamana dysonansami z Velvet Underground,
transowa gra sekcji z Can. Ten amalgamat okazał się jednak spójny, więc
zespół może już mówić z dumą, że dopracował się własnego brzmienia"
Tomasz Rozwadowski, Dziennik Bałtycki, 16.01.2003
"To
nie jest rock (rock przecież umarł) tylko rock z wyobraźnią, który ma
ambicje przeskoczyć wszystkich myślących o rocku konserwatywnie.(...)
Nie jest to płyta jazzowa, nie jest rockowa, nie jest swingowa, nie została
nagrana w roku 2000, ani w latach 70. Jest po prostu bardzo dobra płytą
i powinna znaleźć się na półce każdego otwartego na wesołe i sprawnie
zagrane fuzje wymykające się spod kontroli." Antena Krzyku
Magazyn Kultury Kultowej nr3/4 2000
"Po
wysłuchaniu NORMALFORMY czujemy się pełni pozytywnej energii promieniującej
z głośników przez całe 53 minuty", Gazeta Wyborcza,
lipiec 2000
"Nagrali inteligentny , nowoczesny , wymykający się sztampie rockowy
album,"
MACHINA, czerwiec 2000 nr 6
"Abstrakcyjna
atmosfera, improwizatorska swoboda, jazzowy feeling, dubowo-nowobrzmieniowy
szlif (...)," Antena Krzyku Magazyn Kultury Kultowej
nr 2/2000
"Ostrzegam
jednak - to nie jest margines muzyki rockowej - to jest margines tego
marginesu." Gazeta Wyborcza, czerwiec 2000
DY NORMALORMA
"Alternatywny rock ma się dobrze na tej płycie. Niemal wszystkie energie muzyczne, odciągające nas od codziennej nawałnicy perfidnych komercyjnych pułapek, znajdują sobie na debiutanckiej płycie Mord jakieś ciepłe miejsce. Panowie z tego zespołu gustują w transowych klimatach wciągających w stany funkowego odrętwienia, a przerywane jest to od czasu do czasu lekkimi muzycznymi łaskotkami... Jednak Mordy to zespół o ściśle określonej estetyce. Dominuje w niej krótki i zwięzły riff basowy, wokół którego zespól tworzy ciekawe faktury aranżacyjne, służące urozmaicaniu wspomnianego ogólnego „transu”. Muzyka na płycie Normalforma zdaje się lawirować na granicy subtelnego świrowania i snu. Wydaje się, że zespół musi z siebie wyrzucić jakiś potężny nadmiar prostej muzycznej energii i nie chce bawić się w konstruowanie skomplikowanej muzycznej formy. Muzykom wystarcza tworzenie nastroju."
KRZYSZTOF CELIŃSKI, http://www.terazrock.pl/cd.php?CdId=393
"Na pewno bardzo istotnym elementem jest ciekawa, gęsta gra perkusisty Bartłomieja Adamczaka, który na całym albumie wykonał świetna robotę. Saksofonowe popisy dominują w utworach Morskie opowieści i Fruits. Cechuje je przygnębiająca atmosfera, którą w efektowny sposób kreują wszyscy instrumentaliści grupy... W numerach takich jak Deszcz czy Samurajski liryczne fragmenty płynnie przechodzą w mocno brzmiące, a wszystko ma aurę pewnej tajemniczości. W jednym z fajniejszych kawałków płyty - Z mózgu, gitary lamentują w taki sposób, że aż przechodzą ciarki. Utwory „nie tylko instrumentalne”, Dyskretny urok klasy średniej i Zmora, przypominają ostrzejsze, hałaśliwe fragmenty Normalformy. "
ŁUKASZ WEWIÓR, http://www.terazrock.pl/cd.php?CdId=40
MORDY
KONTAKT:
++ 48 512 418 036___Grzegorz___gegoryweli@hotmail.com
++ 48 508 237 546___Bartek___bardadam@wp.pl
|
|